Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Musical Metro w Radiu Słuchaj.com - 12 września 2006, od 21:00

marioosz1979
Trudno w to uwierzyć, ale musical "Metro", który miał swoją premierę ponad 10 lat temu, został wystawiony na deskach teatru Buffo już ponad 1200 razy. W ciągu tego czasu spektakl zyskał miano kultowego, a jego fenomen nadal sprawia, że na "Metro" wszystkie bilety zawsze są sprzedane, a na widowni nie ma ani jednego pustego miejsca. Miałem to szczęście widzieć "Metro" zaledwie trzy miesiące po oficjalnej premierze. Byłem wtedy w siódmej klasie podstawówki, ale w muzyce z tego wspaniałego spektaklu jestem zakochany do dziś.

Za całe zamieszanie odpowiedzialny jest znakomity muzyczny tandem: choreograf i reżyser spektaklu - Janusz Józefowicz oraz wybitny kompozytor i pianista Janusz Stokłosa. To oni wpadli na pomysł, by wystawić pierwszą rock-operę na deskach Teatru Dramatycznego. Pomysł jakże ambitny i przewrotny - początek lat 90 nie należał bowiem do najlepszych czasów dla kultury wysokich lotów, a na dodatek szybką karierę zaczęło wówczas robić szmirowate, straganowe disco-polo. Spektakl miał opowiedzieć przy pomocy tańca i muzyki historię miłości, która w podziemiach korytarzy metra połączyła utalentowanego rockmana i gitarzystę - Jana (w pierwszej obsadzie Robert Janowski) i Ankę (Katarzyna Groniec) - dziewczynę, która szuka sensu swego istnienia. Ktoś powie - banalne i ograne - bo przecież tyle filmów i spektakli opowiada o miłości młodych i wrażliwych ludzi. Być może - ale mało kto potrafił opowiedzieć tą prostą historię w taki rozśpiewany sposób jak w "Metrze".

Spektakl rozpoczyna się uwerturą. Przy dźwiękach trąbki i smyczków znakomicie można wtopić się w klimat teatru, przenieść się na scenę, która staje się najzwyklejszą stacją metra, pełną zaułków, schodów, barierek, tablic, neonów, pędzących ludzi i muzyków, zarabiających na życie, grających w ciemnych korytarzach. Stacja budzi się do życia, najpierw leniwie i spokojnie, by znienacka uderzyć z siłą przesterowanych, elektrycznych gitar, niemal wtłaczając widza w fotel. Wraz z uderzeniem tysięcy decybeli wybucha snop kolorowych laserów, których promienie tworzą wielowymiarowe płaszczyzny, by w finale nakreślić w powietrzu magiczne słowo: "Metro".

Głównych bohaterów poznajemy chwilę później - przy akompaniamencie gitary elektrycznej Jan śpiewa o swoim życiu i innych, jemu podobnych, których świat skazał na banicję. Tytułowy utwór "Metro" wyraża pogardę dla świata, zdominowanego przez materializm i konsumpcjonizm; świata, który odrzuca wrażliwe dusze, które nie chcą wpisać się w narzucone przez niego schematy. Utwór śpiewany przez Janowskiego to muzyczna oda do wolności, którą młody muzyk uznaje za wartość bezcenną, dającą niezależność od hołdującego pieniądzom świata. Anka zostaje wrzucona w sam środek tego pojedynku, ale nie starcza jej odwagi, by przyłączyć się do Jana. Postanawia jednak wziąć udział w przesłuchaniach do spektaklu, które odbywają się w teatrze, tuż nad stacją metra.

W następnej odsłonie przenosimy się na salę przesłuchań - dziś skojarzyłbym ten obraz z tłumami młodych, utalentowanych ludzi, jakie przychodzą na castingi do kolejnych edycji "Idola". Pełni nadziei, wiary, w to, że swoim głosem zachwycą świat, ale też przestraszeni, że ktoś jednym zdaniem zniszczy ich marzenia i na zawsze przekreśli sens ich istnienia. Te lęki i marzenia zostają wyśpiewane w utworze "Chcę Być Kopciuszkiem". To znakomite trio jest dowodem kompozytorskiego geniuszu Stokłosy - trzygłosowa kompozycja to coś, czego nie sposób opisać. Pierwszy głos rozpoczyna wspaniałym, wysokim sopranem Basia Melzer, potem kolejno wchodzą dwa altowe głosy: Alicja Borkowska i Denisa Geislerova. Barwy ich głosów dopełniają się i współbrzmią tak idealnie, jak pojedyncze dźwięki w akordzie, a wyśpiewywane wersy dopiero razem tworzą niepowtarzalną całość. Na przesłuchaniu zjawia się też Anka, ale zirytowany reżyser Filip (Olaf Lubaszenko) nie daje jej nawet szansy i ogłasza koniec przesłuchań.

Załamana Anka wraca do metra i spotyka tam jego dobrego ducha - czyli Jana. Gitarzysta opowiada jej historię swojego życia, a utwór "A Ja Nie" staje się artystycznym manifestem przeciw życiowej monotonii. Piosence towarzyszą niesamowite efekty laserowe i świetlne, które są niezwykłą wizualizacją tekstu. Dzięki kostiumom i ultrafioletowym światłom powstaje w pewnym momencie gigantycznych rozmiarów tarcza zegarowa i "żywe" wskazówki, odmierzające czas, przeznaczony na " ... codzienne gazety, wieczorne dzienniki, te same zajęcia - w tych samych godzinach ...". W dodatku wokal Janowskiego brzmi niesamowicie autentycznie, a w końcowej części utworu wspiera go świetną wokalizą Edyta Górniak.

Z korytarzy metra widz zostaje przeniesiony kolejny raz do teatru nad stacją. Anka znów wpada na casting w ostatniej chwili, ale i tym razem nie udaje jej się zdobyć angażu. Swoje odrzucone marzenia wyśpiewuje w utworze "Szyby" - piosence o samotności i niezrozumieniu. Z pomocą przychodzi jej ukochany, który na poczekaniu wymyśla melodię do wiersza Anki, o wdzięcznym tytule "Oda do torby". To właśnie ten motyw muzyczny staje się piosenką dwojga zakochanych "Na Strunach Szyn". Rozpisany na dwa głosy i znakomicie zaaranżowany duet Roberta Janowskiego i Kasi Groniec to jeden z najlepszych utworów w całym spektaklu. To oryginalne miłosne wyznanie sprawia, że mimo porażki na castingu, bohaterowie nie rezygnują z marzeń o śpiewaniu. Jan wraz z wszystkimi, których reżyser - jego brat - wyrzucił z castingu, wystawia w podziemiach metra swój własny spektakl. Artyści - amatorzy odnoszą niespodziewany sukces, piszą o nich gazety, a spektakl Jana zostaje okrzyknięty muzycznym wydarzeniem roku.

Pojawiają się w nim "Wieża Babel" - utwór o ponadczasowym, nawiązującym do Biblii przesłaniu. Słowa " ... schody do raju - Kain chciał tam być i Abel ..." w połączeniu ze współczesnym " ... w podziemiach metra potrafimy dotknąć gwiazd ... " dobitnie uświadamiają, że wartości takie jak przyjaźń, miłość, jedność są bezcenne i niezbędne dla istnienia ludzkiej cywilizacji. Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną, to nie znam drugiego takiego kawałka, w którym tyle różnych głosów (około 30) współgra tak idealnie, jak w "Wieży Babel". Znakomite partie solowe, śpiewane na trzy lub nawet cztery głosy - to trzeba po prostu usłyszeć. Podobnie jest w utworze "Uciekali", który jest niczym innym jak rockową kolędą, trafnie łączącą historię narodzin Jezusa ze współczesnymi problemami ludzkości.

Nieoczekiwany sukces odrzuconych w castingu muzyków zostaje skonfrontowany z nieudolnymi wysiłkami reżysera teatru. Filip schodzi do metra i proponuje Janowi rolę w teatrze. Jan jednak nie przystaje na propozycję brata, kiedy okazuje się, że Filip nie przyjmie do teatru całego zespołu. Solidarność Jana z zespołem pozbawia reżysera resztek skrupułów. Filip wysyła na stację metra swego diabolicznego asystenta (w tej roli znakomity Mariusz Czajka), który niczym szatan kusi artystów sławą i pieniędzmi " ... tu robicie przedstawienie o pieniądzach, a tam zrobicie pieniądze na przedstawieniu ...". Żądza sławy i bogactwa - pierwotne ludzkie instynkty - znajdują swoje uzewnętrznienie w strojach artystów. W drugim akcie wszyscy ubrani są bowiem w "piekielne" czerwone stroje, a na samym środku sceny zostaje powieszony ołtarz, którym staje się gigantycznych rozmiarów replika studolarówki. Wraz z głosem Edyty Górniak płynie "Litania" - utwór stylizowany na litanię do Maryi, której podmiotem nie jest jednak matka Jezusa, ale pieniądz. Artyści, do tak niedawna zakochani w niezależności i wolności, stają się niewolnikami swego nowego bożka i wszyscy przyjmują posadę w teatrze. Wszyscy, oprócz Anki.

Ona jedyna nie ulega pokusie sławy, ponieważ nie chce rezygnować z o wiele większej wartości. Dlatego chce zostać w metrze, razem z Janem. On jednak wie, że Anka jest stworzona do tego, by występować na scenie. Nie chcąc stawiać ukochanej przed takim wyborem, mówi, że jej nie kocha i wyrzuca ze stacji. Zostaje sam, ale głos jego serca jest silniejszy. Nie mogąc znieść tego, że w imię ideałów poświęcił miłość, rzuca się pod nadjeżdżający pociąg metra ... .

Anka zostaje gwiazdą. Jednak zawsze wraca tam, gdzie zaśpiewała po raz pierwszy - do metra; tam, gdzie wśród podziemnych korytarzy poznała miłość swego życia; tam gdzie została zraniona; tam gdzie zginął Jan. Ból i smutek, choć z czasem mniejsze, nie opuszczają dziewczyny. W jej pamięci tkwi ciągle obraz niepokornego gitarzysty, którego pewnego dnia poznała w opuszczonej stacji metra. Jej wspomnienia powracają w utworze "Tylko W Moich Snach" - przepięknej, nastrojowej balladzie. Przy akompaniamencie fortepianu widz wędruje wśród niespełnionych marzeń i nieco zamazanych już wspomnień Anki, odkrywając, że miłość do Jana była w jej życiu tą jedyną, prawdziwą i niepowtarzalną.

Gasną światła, a w moich uszach wciąż jeszcze brzmi muzyka. Przez te dwie godziny byłem jednym z pasażerów najbardziej rozśpiewanej stacji metra na świecie. Wzruszenie, zachwyt, brak słów, onieśmielenie, pragnienie przeżycia tego wszystkiego raz jeszcze, głos wyrywający się do tego, by zaśpiewać razem z zespołem - to tylko malutki procent uczuć, które się wówczas we mnie kłębiły. Mimo, że upłynęło tak wiele czasu od tamtego wieczoru w Teatrze Dramatycznym, wszystko doskonale pamiętam do dziś. Ten spektakl uruchamia bowiem w każdym przeogromne pokłady wrażliwości, wyzwala tęsknotę i pragnienie przeżywania wielkiej muzycznej przygody. Dla wielu artystów, występujących w musicalu, "Metro" było początkiem kariery. Wystarczy wymienić choćby takie gwiazdy, jak Kasia Groniec, Edyta Górniak, Robert Janowski, Michał Milowicz, Basia Melzer. W moim odczuciu niebywały sukces "Metra" Janusza Józefowicza to jednak przede wszystkim wynik niezwykłego autentyzmu muzycznego przekazu, który uderza w widza z każdym taktem i każdą nutą, wprawiając w drgania, niczym kamerton, jego serce i uczucia. I to niezależnie od tego, czy jest to pojedynczy, delikatny, czasem ledwo słyszalny dźwięk fortepianu, czy też mocny, wgniatający w fotel, rockowy gitarowy riff.

Na FILMostradę poświęconą musicalowi "Metro" zapraszam już we wtorek, 12 września 2006 r, tylko na antenie radia www.sluchaj.com

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci