Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Arn ... historyczny romans z zakonem w tle

marioosz1979

Rzadko wybieram się na film bez wcześniejszego zapoznania się choćby z trailerem lub z  jego tematyką. Tym razem było jednak inaczej. Skuszony plakatami i zamiłowaniem do wieków średnich oraz historii Kościoła poszedłem na film "Templariusze. Miłość i Krew". W zasadzie sam tytuł już wystarczył, żeby nieco podgrzać moje oczekiwania. Tempariusze - jedna z najbardziej ciekawych kart w historii, tak bardzo niedawno obsmarowana przez Dana Browna, tym razem miała pokazać mi się z zupełnie innej strony. Miłość i Krew - połączenie kojarzące się z ofiarą i dla mnie - jako katolika - też będące symbolem ofiary Chrystusa. Czysto językowe zestawienie tak bardzo różnych i do tego nacechowanych słów, mogło stać się mieszanką dość ciekawą już na samym starcie.

Tłumacze tytułu wyraźnie jednak chcieli postawić na coś, o czym film tak do końca nie jest. Nie jest bowiem o Templariuszach jako takich. Kamera nie towarzyszy im 24 klatki na sekundę podczas bitew czy narad ani na rycerskich treningach. Jej oko skupia się natomiast na historii jednego z nich, wojowniczego Arna Magnussona, z pochodzenia Szweda, który Templariuszem bynajmniej ze swojej woli nie został. W tym aspekcie rzeczywiście można poczuć się widzem nieco oszukanym przez twórców. Na szczęście nie jest to oszustwo w stylu o wiele gorszych pomyłek - że choćby wspomnę sławetną "Szklaną Pułapkę" - "Die Hard" (o ile w części pierwszej ma jeszcze jakieś uzasadnienie, bo akcja dzieje się w wieżowcu, to nie rozumiem zupełnie kolejnych koszmarnych tłumaczeń). Wracając do "Templariuszy" - mimo, że tytuł nieco mylący, to historia dość ciekawa.

Nie mamy tu do czynienia z wyświechtaną i schematyczną historyjką w stylu - on ją kocha, ona go kocha, a tylko wredni rodzice nie chcą dać młodym podążać własną drogą. Młody Arn wychowuje się w zakonie, a jego wybranka także przeżywa swą młodość w - dziś powiedzielibyśmy - szkole z internatem dla dziewcząt pod okiem surowych sióstr. Historia jest ciekawa jeszcze z jednego względu - cały czas bohaterom towarzyszy historyczne tło, które odgrywa niebanalne znaczenie w ich osobistym życiu. Pierwszy raz widziałem na ekranie historię, w której młodzi byliby tak poddani woli plemiennych rad i tak liczyli się z ich opinią i werdyktem. Może zbyt łatwo zgadzającymi się z niesprawiedliwymi wyrokami, ale też przez to wiarygodni wobec czasów, w których przyszło im żyć.

Wspomniałem na początku o trailerze, bo zobaczyłem go dopiero po kilku dniach od wizyty w kinie. I faktycznie - na tle filmu zupełnie inaczej się go odbiera. Z perspektywy zapowiedzi oczekuje się bowiem filmu wyłącznie bitewnego, w którym wątki romantyczne są tylko dodatkiem. W całym obrazie proporcje są - zaryzykowałbym stwierdzenie - zupełnie odwrotne. Warto jednak podkreślić, że film pokazuje też różne postawy, które pewnie zafrapowały mnie z racji tego, że jestem mężczyzną. Jak we współczesnym świecie, tak i wśród rycerzy mamy takich jak Arn, który ratuje życie największemu wrogowi, zyskując tym samym jego wielki szacunek. Mamy też i takich, którzy dla kariery i własnej chwały narażają siebie i innych na utratę życia. Współczesne rekiny zafascynowane karierą, rzucające na pożarcie siebie, swoje marzenia i ideały, zasady, nierzadko też i bliskich. Nie trzeba nosić habitu i miecza przy boku, by być tym "złym templariuszem". Dziś często zastąpił go elegancki garnitur, skóra fura i komóra. Jedno trzeba pamiętać - honor zawsze jest w cenie, ale za nic nie da się go kupić. Arn pozostał wierny sobie, swej miłości i ideałom, w które wierzył. I dzięki temu ten film, choć bitewnie mało widowiskowy, wpisuje się w listę filmów o prawdziwym męstwie.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • beksinska

    jak ja dawno nie byłam w kinie, może właśnie to dobry pretekst

  • marioosz1979

    polecam :) dla mnie zawsze wyprawa do kina to cała celebracja :) przeganiająca doliny i pozwalająca zakopać dołki :)

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci