Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Surogaci ... Bruce Willis po raz (n-1)! ratuje świat

marioosz1979

Niestety - hasło przewodnie roku 2009, że najlepsze w amerykańskich filmach są trailery, co raz bardziej pasuje do większości obrazów, które pojawiają się na ekranach naszych kin, tudzież telewizorów. Kiedy zobaczyłem pierwszy raz zajawkę "Surogatów" pomyślałem sobie, że może to być obraz ciekawy i taki, który zatrzyma choć na moment pędzące myśli. Zmieni moje myślenie o kinie science-fiction, które - co tu dużo mówić - chyba przestało chcieć nas zaskakiwać.

Fabuła - może nie super oryginalna - bo jak to zawsze w świecie przyszłości (w którym rozgrywa się akcja filmu) muszą być jakieś wredne roboty, którym zachciewa się zastąpić nas samych. Tym razem jednak - i tu pewnie jeden z tych niewielu elementów zaskoczenia - to my zechcieliśmy, by surogaci - czyli nasze sztuczne odpowiedniki, sterowane za pomocą naszych myśli - pracowały za nas i wykonywały codzienne obowiązki domowe. My w tym czasie siedzimy (a ściślej mówiąc - leżymy) wygodnie w naszych domach, sterując naszym dodatkowym androidalnym ciałem, nie narażając się ani na niebezpieczeństwa, ani stresujące czekanie w korkach, nie musimy słuchać rozwrzeszczanych klientów, do ktorych trzeba na przymus się uśmiechać i grzecznie im przytakiwać. Kiedy nam się znudzi, zawsze można odłączyć się od interfejsu i surogata wylogować. Niby intrygujące, niby zaskakujące, ale do bólu suche i przewidywalne. Szkoda, że w tak pomyślanym świecie nie starczyło scenarzystom inwencji na osadzenie akcji bardziej skomplikowanej, w której nie było by schematycznych oczywistości. Niestety właśnie nimi film obrzucił mnie od samego początku. Dobrze, że trwa jedyne 1,5 godziny, bo nie jestem pewien, czy wytrzymałbym choćby minutę dłużej.

Bruce Willis w filmie gra - i tu uwaga niespodzianka ... policjanta, który wprawdzie w szklaną pułapkę nie wpada, ale prowadzi śledztwo w sprawie śmierci surogata i jego "operatora" (tak nazywa się ludzi, którzy sterują swoimi surogatami). Jakież te fakty oczywiste. Naprawdę nawet przedszkolaki, których dziś faszeruje się fabuła w stylu PowerRangers, poradziliby sobie z rozwikłaniem całej zagadki. Oczywiście nie polecam zabierać na film dzieci. Leje się w nich dużo krwi - zielonej, co prawda (bo surogaci mają płyny fizjologiczne właśnie w takim electric-green kolorze), ale zawsze krwi. Banał goni banał, a napięcie mimo tysięcy woltów i wybuchów jakie na ekranie widzimy, z minuty na minutę spada. Sam się dziwię, że nie zasnąłem podczas seansu.

To, że nie zacząłem chrapać, film zawdzięcza jedynemu wątkowi, który może jednak jakiś twórczy niepokój wywołać. Skoro surogaci zastępują nas we wszystkim, to gdzie będzie miejsce na radość, współczucie, łzy, miłość, ale i na te mniej pozytywne, aczkolwiek bardzo ludzkie emocje jak złość czy rywalizacja. Nawet jednak ten przebłysk nowatorstwa nie ratuje filmu, przez co nie mam usprawiedliwienia dla jego twórców. W zasadzie, jeżeli liczyli na wielomilionowe zyski, to moi skromnym zdaniem się przeliczyli. Znane nazwisko aktora obsadzonego w roli głównej to jeszcze nie powód, by liczyć na sukces i dobry odbiór. Może właśnie dlatego Bruce Willis polubił polską wódkę. A może to jego surogat wystąpił w reklamie? Hmm, niewykluczone ...

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci