Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Glee - możliwe, że infantylny, ale ...

marioosz1979

... ale o muzyce i muzyką wypełniony. Może i obliczony na sukces i widownię, dla której disney'owskie HighSchool'owe produkcje wydawały się przesłodzone, a której brakowało muzycznego filmu o problemach współczesnej młodzieży. Sam nie potrafię powiedzieć, czemu od kilku dni słucham kawałków, które wypełniają każdy odcinek filmu i za każdym razem przyznaję, że jest w nich coś, co napełnia mnie jakimś optymizmem i nieco rozczula duszę. I choć ckliwość jest w "Glee" na porządku dziennym, to jednak jest ona na tyle ironiczne potraktowana, że wywołuje uśmiech a nie znudzenie. Tak, jakby cukierkowatość wszelkich muzycznych filmów o młodzieży i dla młodzieży, mogła w końcu zostać zamieniona na krzywe odbicie szkolnej rzeczywistości. Ale nawet przy takim spojrzeniu nie da się uniknąć wrażenia, że to zdystansowane spojrzenie ma w sobie coś prawdziwego, a do tego jest oprawione muzyką.

To prawda, że w serialu roi się od stereotypów. Mamy "atrakcyjnych i popularnych" obok zepchniętych na margines "looser'ów", blondynkowate krejzolki-chirliderki, wrednego wuefistę, sknerowatego dyrektora i siłaczkę, która jako jedyna wierzy w uczniów i chce przekonać ich do wydobycia swoich talentów. Siłaczka jest jednak męskiego rodzaju i uczy hiszpańskiego. Licealny prymusik, utalentowany muzycznie, mąż byłej chirliderki, która echa dawnych dni swej szkolnej sławy szuka jako sprzedawczyni w sklepie z ręcznikami. I tak pewnie można by wymieniać jeszcze przez cały kolejny akapit. Między te stereotypowe elementy scenarzyści powkładali piosenki - te znane z list przebojów i te nieco zapomniane. Wiele z tych aranżacji nie podoba mi się, ale trzeba przyznać, że wokalnie kawałki są po prostu genialne. Młodzi aktorzy świetnie śpiewają - niezależnie czy wszyscy razem, czy solo, w duecie. Brzmią tak, że po prostu nie można tych piosenek nie polubić. Nawet jeżeli są to tak kultowe numery jak "Imagine" - w wykonaniu młodych wokalistów, w konfrontacji z fabułą i emocjami, które jej towarzyszą - nabierają znaczenia bliższego.

Dla mnie szczególnie wszystkie numery, które śpiewane są w scenicznym otoczeniu nabierają niezwykłego znaczenia. Może dlatego, że znam to uczucie, który towarzyszy wspólnemu śpiewaniu z innymi, gdzie mimo wielu głosów finalna harmonia łączy się we współbrzmienie tak piękne i mocne, że nie sposób znaleźć słowa, które mogłyby je opisać. Myślę, że to porusza mnie też tak bardzo ponieważ sam chciałbym kiedyś swoim niedoskonałym głosem zaśpiewać tak głęboko, czysto i poruszyć kogoś. Pewnie poruszyć też samego siebie i przełamać. Tak, by poczuć się wyjątkowo, przez ten wyjątkowy dźwięk i wyjątkową chwilę. Podążając za swoją pasją stajemy się być może dziwakami, ale na swój własny sposób szczęśliwymi i spełnionymi. Nie jest ważne, że ktoś to wykpi i wyśmieje albo zwyczajnie wzruszy ramionami z niezrozumienia. Może puknie się w głowę myśląc, że trzeba być nienormalnym, by mając 30-stkę na karku marzyć o tym, żeby stanąć na scenie, by wydać z siebie kilka nut. Patrząc i przede wszystkim słuchając "Glee" widzę i słyszę pasję, którą potrafię odnaleźć także w sobie. To sprawia, że mimo wszystkich znalezionych i jeszcze nieodkrytych niedoskonałości będę oglądał kolejne odcinki. Choćby po to, by nie zapomnieć, że obok codzienności istnieją marzenia.

 

 

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci