Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Sanctum ... "Ojcowie są wspaniałymi facetami, o ile się ich poznało"

marioosz1979

... dodałbym jeszcze - do tego zdania (nieco przeze mnie sparafrazowanego) zaczerpniętego z filmu Sanctum - jeszcze, że trzeba im dać szansę, by ich poznać. I właśnie o tym wzajemnym poznawaniu się - w różnym kontekście - jest Sanctum. Zrealizowana z rozmachem produkcja w 3D, w której palce maczał sam James Cameron, jest dla mnie metaforą szukania wewnętrznej świątyni, punktu odniesienia, w którym skrywa się to, co dla każdego z nas najcenniejsze. Może i nie jest to metafora oryginalna - bo przecież takich filmów można by robić na pęczki - to jednak w scenerii ciasnych jaskiń, głębokich czeluści i niebezpiecznych zaułków skalnych - nabiera ona innego wymiaru, niż do tej pory było mi dane oglądać.

W filmie ujmujące jest piękno skalnych grot. Ich monumentalność czasem nawet wręcz przytłacza. Szczególnie wówczas, gdy w takiej scenerii ogląda się człowieka, próbującego wydrzeć naturze jej twórczą tajemnicę. Grupie śmiałków udaje się to ze zmiennym szczęściem. A nawet więcej - za poznawanie tych sekretów wielu z nich płaci życiem. Niektórzy - o ile nie giną - tracą zmysły, a rozpacz łamie w nich odruchy człowieczeństwa. Piękno i siła natury z jednej strony, kruchość i marność z drugiej. Tworząca to piękno i życiodajna woda, która równocześnie niesie śmierć dla tych, którzy zdecydowali stawić jej czoła.

Zaskoczyło mnie to, że film nie jest pozytywną "amerykańską" opowiastką, w której naiwna bohaterszczyzna miesza się z heroizmem i poświęceniem. Tutaj śmierć ma bardzo - momentami aż nazbyt - naturalistyczny charakter. Widać też jak różny wymiar może ona mieć. Raz jest przypadkiem, wynikającym ze zmęczenia i frustracji zbyt długim przebywaniem pod ziemią, bez słonecznego światła. Innym razem jest rozpaczliwą próbą niesienia ulgi tym, którzy nie mają szans na przeżycie. Jest szaleństwem, które nie pozwala zostawić tego, co nieodwracalne. Jest też poświęceniem, które niespodziewanie zmienia się w nadzieję, dającą siłę na rozpaczliwy oddech pod wodą. Te różne oblicza śmierci to siła Sanctum i wydaje mi się, że mimo, że wypełnia ona film, ostatecznie Sanctum zostaje jej wydarte.

Obraz znakomicie komponuje się z muzyką. Momentami przesycona etnicznymi akcentami zabiera w świat, gdzie człowiek nie zdążył jeszcze przypieczętować swojej władzy nad Ziemią. Wielobarwność brzmień nie jest czymś oderwanym od obrazu, choć przypuszczam, że niektóre ścieżki z soundtracka możnaby bez problemu słuchać na codzień, jako oddzielnych utworów.

Nie byłbym sobą gdybym nie nawiązał do zacytowanych słów, gdyż w dużej mierze cała fabuła oparta jest o złożoność międzyludzkich relacji, w szczególności tej, która łączy dwójkę pierwszoplanowych bohaterów - ojca i syna. Ten pierwszy w jaskiniach znajduje swoje miejsce - są one ucieczką przed niespełnionymi oczekiwaniami żony, uosabiając nieokiełznaną naturę mężczyzny. Ten drugi w jaskiniach widzi swoje przekleństwo, coś, co odebrało mu ojca i szansę na prawdziwie męską relację z nim. Wspólna walka o przetrwanie pokazuje jednak obydwu, że to niebezpieczeństwo wyzwala w nich pierwotne instynkty - w starszym wyzwala chęć ochrony syna, wcześniej niemiłosiernie przez niego karconego, a w młodszym - podziw dla pasji ojca, jego upór i wiarę w przetrwanie. Można powiedzieć, że jest to film o stawaniu się mężczyzną w sposób niełatwy, pozbawiony zwyczajności. Bo i przecież bohaterowie są niezwyczajni, nakreśleni przez życie. Film inspirowany był bowiem prawdziwą historią. Może właśnie dlatego Sanctum obejrzeć warto, choćby po to, żeby tą podróż wspólnie z bohaterami odbyć.

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci