Menu

Co gryzie Marioosza J ???

Radio Afera, refleksje i przemyślenia, audycje i ich tematy, najciekawsze myśli i wypowiedzi, wpadki antenowe i przejęzyczenia ... moje marzenia i tęsknoty, kawałki mojej duszy, które odsłaniam co wtorek.

Jak zostać królem

marioosz1979

... hmm, wystarczy najpierw urodzić się w królewskiej rodzinie, zdobyć wykształcenie, przejść wszystkie niezbędne przeszkolenia z etykiety, dyplomacji, sztuki zachowania przy stole i pewnie jeszcze wiele, wiele innych rzeczy, o których nam - smiertelnikom, w żyłach których nie płynie błękitna krew - nigdy się nie śniło i zapewne nie przyśni. Kiedy ogląda się "Jak zostać królem" przychodzi mi do głowy jeszcze jedna, ważna kwestia - trzeba pozostać sobą, pozostać człowiekiem, w pełni świadomym siebie samego, swoich mocnych i słabych stron. Trzeba zrobic taką osobistą analizę SWOT, by poznać siebie.

"To diabelskie urządzenie wszystko zmieni. Dawniej król musiał jedynie wyglądać dobrze w mundurze i trzymać się prosto w siodle. Dziś wchodzimy ludziom do domów i spoufalamy się z nimi. Nasza rodzina została sprowadzona do najpodlejszej profesji świata. Zostaliśmy aktorami!". To jeden z dialogów, a konkretnie słowa wypowiedziane przez króla Jerzego V, do syna - Alberta (w tej roli znakomity Colin Firth), o mediach, a konkretniej - o radiu, które w epoce rodzących się środków masowego przekazu stało się głównym nośnikiem przekazów. Dla bohatera granego przez Firth'a stało się przekleństwem. Pozornie. Ponieważ dało impuls do przełamania słabości, która wprawiała kandydata do brytysjkiego tronu w prawdziwe zakompleksienie i frustrację. Ten impuls nie miałby jednak takiej siły, gdyby nie ktoś, kto wzmocnił jego pozytywny aspekt. Bo oto naprzeciw królewskim trudnościom wychodzi z pomocą człowiek prosty, nawet nie mający lekarskiego tytułu - Lionel Logue (równie genialnie zagrany przez Geoffrey'a Rush'a).

Niekonwencjonalne metody samozwańczego logopedy pokazują przyszłemu królowi, Jerzemu VI, że wielkość polega nie na wzgardzaniu słabszymi, nie na udawaniu swojej idealności, ale na stawieniu czoła swoim ułomnościom. Między tymi dwoma mężczyznami, których dzieli niemal wszystko, nawiązuje się relacja, która zmienia ich obydwu. Albert (późniejszy Jerzy VI) poznaje pozadworską codzienność, w której jest pełno miejsca na bycie sobą. Logue uświadamia sobie, że jego praca nie może przesłaniać mu osobowości pacjenta. Szacunek jakim siebie darzą ma swoje źródło we wzajemnym zaufaniu, a nie w poddaństwie czy też kompleksach, związanych ze statusem społecznym. Film utwierdził mnie w przekonaniu, że męska przyjaźń rodzi się w czasie wspólnego działania, dzięki podążaniu do tego samego celu. Dla bohaterów filmu było nim mierzenie się z czymś wstydliwym i ośmieszającym monarchę w oczach całego ówczesnego świata. W konfrontacji z porywającym swoimi przemówieniami tłumy Hitlerem, nieśmiały i do tego jąkający się brytyjski monarcha był niemal karykaturą przywódcy w rozumieniu międzywojennego świata.

Aktorskie popisy obydwu panów - Firth'a i Rush'a - są niesamowite w swoim komiźnie. Choleryczność króla, który mówi płynnie tylko wtedy, gdy wyrzuca z siebie potok przekleństw czy też ironiczne miny logopedy podczas prób przed sceną koronacji to tylko zalążek całości. Ujmujące w filmie jest jego prawdziwe, wręcz terapeutyczne przesłanie. Ja doczytuję je w taki sposób: kluczem do zrozumienia innych jest zrozumienie siebie, a relacje są nam niezbędne, by móc takich odkryć - tych dobrych i tych mniej przyjemnych - na swój temat dokonywać. To, jakie wnioski z tych obserwacji wyciągamy, decydyuje o tym jakimi ludźmiu jesteśmy, jakimi się stajemy i jacy będziemy.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • nvi717

    Ciekawa i pożyteczna analiza. Wiesz może czy w tym roku też ma szanse?

© Co gryzie Marioosza J ???
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci